Jestem

Jestem
Alan Waleszczyński


Jestem białą chmurą na błękitnym niebie
Możesz zobaczyć we mnie co tylko chcesz
Jestem wilkiem biegającym po górach
Wolnym duchem, lecz oswoić można mnie
Jestem wydychanym dymem papierosa
Szybko znikam w nicość, zatracam się
Jestem swoją własną myślą
Krążącą po wszechświecie doznań

Opublikowano wiersze | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

O Mirku Bregule

O Mirku Bregule
Alan Waleszczyński

Każde słowo wypowiedziane
Wyrazistym brzmienia głosem
Stało się mym ukojeniem
Co dzień, co noc…
I wbrew sobie żałuję
Bo przecież wybór był Twój
Że nigdy nie zamienię
Choćby dwóch zdań
Dwóch słów…
Nieskazitelny idealizm
Twych kompozycji
Pogrąża mnie w marzeniach
I jedynie „dziękuję”
Wydostaje się z ust
Lecz i to za mało…
Odszedłeś gdzieś w nieznane
Jeszcze zanim poznałem
Pierwszą nutę pięknego talentu
Który miliony rozkochał
To się już nie odstanie
Tak więc musiało być
Czyż nie?

 

Opublikowano wiersze | Otagowano , , , , | Skomentuj

Ten dom ma swoją historię.

Ten dom ma swoją historię.
Alan Waleszczyński

Pewnego poranka, kiedy obudziłem się o szóstej rano nie mogąc usnąć, w mojej głowie pojawiła się chęć, której zniszczyć nie mogło nic. Pragnąłem tylko wyjść gdzieś przed siebie i spędzić cały dzień poza domem, jedynie z butelką wody w plecaku. Jako że mieszkałem w mieście, a nie miałem pieniędzy na bus zdecydowałem się na rower. Było naprawdę bardzo gorąco, więc postanowiłem, że pojadę do lasu oddalonego o kilkanaście kilometrów, by schronić się w cieniu koron drzew. Byłem już w tym lesie kilka razy, dlatego postanowiłem pojechać od innej strony. W pewnym momencie zacząłem panikować, ponieważ byłem pewny, że się zgubiłem. Włączyłem nawigacje w telefonie i jednak okazało się, że jadę we właściwą stronę. Po kilkunastu minutach u horyzontu zobaczyłem już mój ukochany, wielki las. W pewnym momencie ujrzałem drogę, która, wydawała się być skrótem, jednak nie było jej na żadnych z map. Była to wiejska droga, a po jej bokach rosły wielkie dęby. Postanowiłem nią pojechać. W pewnym momencie  zobaczyłem rozwidlenie, więc musiałem wybrać jedną z tras. Skręciłem w lewo. Droga jednak dobiegła końca, gdzie były wysokie trawy.
Miałem już zawracać, kiedy kątem oka pośród wysokich krzewów i drzew dostrzegłem jakiś budynek. Wziąłem rower na barki i niosłem go, do chwili, gdy zobaczyłem jaki ten budynek jest piękny. Od razu rzuciłem rower w tę wysoką trawę i pobiegłem w jego stronę. Zatrzymałem się przed wejściem patrząc z podziwem na okazały, lecz skromny pałacyk. Nie posiadał on żadnych zdobień, nawet kolumny podtrzymujące balkon były bardzo proste, bez zbędnych dekoracji. Od budynku odchodził tynk wraz z resztkami białej, zabrudzonej farby. Okiennice były podwójne i drewniane. Od ram również odpryskiwała farba. W oczach wyobraźni widziałem już ten budek w latach świetności. Zauroczył mnie sobą. Podszedłem do drzwi, również były drewniane, solidne i duże. Próbowałem je otworzyć, lecz moje starania były marne. O wyważeniu drzwi, o metr wyższych ode mnie, mogłem jedynie pomarzyć. Zachwycony budynkiem postanowiłem jednak poszukać innego wejścia. Udałem się na jego tyły, a wtedy moim oczom ukazał się przepiękny ogród, jednak bardzo zarośnięty chwastami i trawą. Widać było, że kiedyś ktoś o niego bardzo dbał. Jabłonie posadzone równo w rządku, krzewy uschniętych róż i ścieżka z kamieni przebiegająca przez sam środek. Zerwałem jedno jabłko, wytarłem koszulką i zasmakowałem. Owoc z takiego miejsca był wyjątkowo pyszny, niemalże rozpływał się w ustach. Moją uwagę zwróciły drzwi do pałacu prosto z ogrodu. Były one również drewniane, ale o wiele mniejsze. Podszedłem do nich. W myślach tylko modliłem się, by były otwarte. Powoli nacisnąłem klamkę i ze zdumieniem patrzyłem jak drzwi odchylają się, a skrzypiąc wydają dźwięk, który, mógłbym przysiąc, oznaczał „Witaj”. Stawiając krok do pomieszczenia, poczułem jak pochłania mnie niesamowity spokój duszy i ciała. Zaczęło robić mi się gorąco, w środku, w sercu. Ten dom wypełniało szczęście i miłość, byłem tego pewny. Rozejrzałem się po pomieszczeniu do którego wszedłem i niemal poczułem się jakbym śnił. Musiałem się uszczypnąć, by podważyć tę teorię. Nie, to nie był sen. Wszystko w środku zachowało się w tak idealnym, perfekcyjnym stanie, jakby ktoś tylko na chwilę z niego wyszedł. W rogu stało masywne biurko, a na nim maszyna do pisania z wystającą kartką. Podszedłem, by przeczytać co jest tam napisane. Nie mogłem oczom uwierzyć. Był to list miłosny, ale nie taki zwyczajny. Był on skierowany prawdopodobnie do żony.
„Och, Amelio,
Ile to już lat minęło,
Słońce, różo moja,
Najdroższa, która żeś,
Skradła serce me sześć,
Czy szesnaście lat temu,
Och, Amelio,
Mój niebieskooki łabędziu
Tyś czysta jak łza
Niewinna jak”

I na tym wiersz się kończył, prawdopodobnie coś musiało się wydarzyć, że przerwano coś tak pięknego jak pisanie poezji miłosnej. Był on amatorski, lecz czy nie każde wyznanie uczuć jest czymś najpiękniejszym na świecie? Czyż nie każda miłość, która przeszywa nas na wskroś, jest czym tak zdumiewającym i zachwycający, że moglibyśmy żyć w tym stanie wiecznie? W szufladzie tego biurka znalazłem wiele podobnych wierszy i fotografie. Były one zupełnie nienaruszone czasem, mimo, że napis na odwrocie z rokiem wykonania zdjęcia zdumiewał. Przedstawiały przystojnego, wysokiego bruneta, zazwyczaj ubranego w garnitur, lub frak i przepiękną kobietę o bardzo delikatnej urodzie i jasnych włosach. Zwiedziłem cały dom, przypatrując się każdemu szczegółowi z taką zaciekłością, że mógłbym wszystko to narysować na kartce. Każde pomieszczenie z osobna, każdą ścianę, każdy tytuł książki na półce. To było bardzo magiczne miejsce.
Wszedłem na balkon. Wtedy, pierwszy raz tak naprawdę odetchnąłem pełną piersią. Poczułem, że czas nie istnieje. Jestem tylko ja i świat, bez fałszywego poganiacza, który staje się przerażający z każdą kolejną sekundą. Powiedziałem to głośno.
-Tylko ja i świat, tylko my.
- Dokładnie tak. – Odwróciłem się i ujrzałem obok siebie mężczyznę średniego wieku. To był ten mężczyzna ze zdjęcia.
- Przepraszam, ja… ja myślałem, że nikt tutaj już nie mieszka, już wychodzę, ma pan bardzo piękny… pałac… – Pałac? Pałaców w środku lasu się teraz nie buduje. Nie zostawia się zarośniętego ogrodu, nie pozwala się, by tynk od zewnątrz odpadał. Nic mi tu się ze sobą nie zgadzało.
- Dobrze myślałeś, żaden człowiek tu nie mieszka.
- To kim Pan jest?
- Mieszkałem tutaj. – Powinno mnie to przerazić, lecz ja wiedziałem, wiedziałem od samego początku kiedy go zobaczyłem.
- Niech mi Pan opowie wszystko, jeśli pan może. To miejsce, ta aura w tym domu ogrzewająca serce. W tym miejscu jest pełno miłości, wolności. Niech mi Pan powie, dlaczego nie skończył Pan tego wiersza, jest bardzo piękny.
-Widzisz, dziecko. To było wiosną 1897 roku. Moja żona podlewała róże w ogrodzie. Bardzo kochała ten ogród. Przesiadując w nim uśmiechała się od ucha do ucha. Wyglądała jak taka urocza, mała dziewczynka, która miała swoją ulubioną zabawkę i nigdy się jej nie nudziła. To była wspaniała kobieta, zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Patrząc na nią zza okna postanowiłem napisać dla niej wiersz, który czytałeś. Nagle na naszą posesję wtargnęli bandyci i przyłożyli jej nóż do gardła. Myśleli, że jest sama, chcieli by pokazała im miejsca, w których trzymaliśmy kosztowności, jednak ona stanowczo zaprzeczała, wbili jej nóż myśliwski w brzuch. Ja w międzyczasie już chwyciłem za stary, średniowieczny miecz wiszący nad kominkiem. Widząc to pozabijałem ich wszystkich. Podbiegłem do Amelii, ale było już za późno. Błagałem, by nie umierała, by mi tego nie robiła. Krzyczałem do niej, że jest za wspaniałą kobietą, by odchodzić. Jej ostatnie słowa brzmiały „Gabrielu, mężu mój, wszystko będzie dobrze”. Wtedy przestała oddychać. Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Nie wyobrażałem sobie, bym sam mógł spędzić resztę życia. Wsadziłem sobie nóż prosto w klatkę piersiową.
-To bardzo smutne, co opowiadasz, naprawdę nie znałem nigdy pary, która tak byłaby powiązana ze sobą własnymi duszami, jakby stanowiła jedność. Zastanawia mnie jednak, dlaczego mi o tym opowiadasz i dlaczego nie ma tutaj z Tobą Twojej żony?
- Ależ ja jestem, chłopcze. – Szybko odwróciłem się i zobaczyłem naprawdę piękną kobietę wychodzącą z domu na balkon. – Gabriel i teraz jeszcze ja, opowiadamy Ci o tym, ponieważ pragniemy, by historia tego pałacu, w którym kwitnęła nasza miłość została napisana. Wybraliśmy Ciebie, mój drogi.
- Mnie? Dlaczego mnie?
- Bo jesteś wspaniałym, niegłupim chłopcem, który, jak mniemam, wie co to znaczy kochać. Chciałabym, byś wysłuchał jeszcze historii o budynku, w którym spędziliśmy najlepsze chwile naszego życia.
- Z przyjemnością.
- Otóż kiedy jechałam dorożką ze swoją siostrą do sklepu, by pomóc jej w wybieraniu sukni ślubnej, nasz powóz stracił koło. – Opowiadała
- Dokładnie, a ja wtedy wychodziłem z fabryki, której byłem właścicielem czekając na swój własny środek transportu i zobaczyłem co się dzieje. – Dodał Gabriel.
- Koń się wystraszył i dorożkarz miał problem z jego uspokojeniem, jednak w końcu się udało, a my, z siostrą byłyśmy mocno poobijane. Kiedy udało mi się zejść na ziemię, zakręciło mi się głowie i upadłam.
- Bez chwili wąchania pobiegłem, by pomóc tej niewieście. Ocuciłem ją, niemal w tym samym czasie przyjechała moja dorożka. Nie czekając na lekarzy sam zwiozłem ją do pobliskiego szpitala.
-Otworzyłam oczy i ujrzałam bardzo przystojnego mężczyznę. Patrzył się na mnie. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. W szpitalu okazało się, że nic mi nie jest. Dżentelmen stojący koło Ciebie zaprosił mnie na wystawną kolacje w najlepszej restauracji w mieście, a ja nie mogłam mu się oprzeć. Nie minął rok, a znów jechałam ze swoją siostrą po suknię ślubną, ale tym razem moją. – Kobieta uśmiechnęła się pogodnie.
-Nie zapominaj, że przez ten rok bardzo dużo się wydarzyło. Nasi rodzice udzielili nam błogosławieństwa i co najważniejsze. Wynająłem najlepszego architekta w mieście i najlepszych budowniczych, by wybudowali nasz pałac. Chciałem, by był skromny jak Amelia, ale jednocześnie zachwycający jak to co było miedzy nami. Nie powiadomiłem jednak Amelii o tym, że planuję również zrobić piękny ogród, specjalnie dla niej. Budowa zakończyła się tydzień przed naszym ślubem. To był 10 maj 1882 rok, pamiętam dokładnie.
-Och tak, kiedy po naszym najważniejszym dniu w życiu, Gabriel wniósł mnie na rękach przez drzwi, nie chciał mnie postawić, lecz przeniósł mnie przez cały dom i pokazał mi ten piękny obrazek, niczym z bajki. Byłam wtedy taka szczęśliwa. Nie potrafiłam sobie wyobrazić lepszego życia. Przez te wszystkie lata wiodło nam się wspaniale i nadal wiedzie.
-Naprawdę piękna historia, możecie być pewni, że nigdy jej nie zapomnę, a jeśli ktoś z Państwa pisał dziennik, bądź pamiętnik, oddałbym go do biblioteki, by każdy wiedział, jakie to wspaniałe miejsce. - Byłem naprawdę pod wrażeniem tych ludzi i ich historii.
-Ja pisałem dziennik, leży w którejś z szuflad, w szafce nocnej. Czekaliśmy na Ciebie dobry człowieku. Nie pozostało nam już nic innego jak odejść, do lepszego świata. Żegnaj, liczymy na Ciebie.
-Dziękujemy, że jesteś takim wspaniałym słuchaczem. – Dodała Amelia.
Patrzyłem tylko jak ich postacie jakby rozpływały się w powietrzu. Nawet nie spostrzegłem, że zrobiło się już ciemno. Wziąłem wiec szybko dziennik, że wskazanego miejsca i pobiegłem szukać roweru. Zrobiłem jak mnie prosili. Dałem dziennik do biblioteki, a nade wszystko nie mogłem powstrzymać się od napisania tego opowiadania. To wszystko nadal we mnie jest. Zaraziłem się chyba ich miłością. Pokochałem ich historię i jestem pewny, że do końca mojego życia jej nie zapomnę.

Opublikowano opowiadania | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Powietrze.

Wdech. Azot, tlen. Wydech. Dwutlenek węgla, para wodna. Powietrze. Wszędzie, wszędzie powietrze. Z każdej strony napiera na nas, otula. Czujemy się jednak bezpieczni otoczeni nim. To, że towarzyszy nam ono od dnia narodzin do śmierci nie przytłacza nas. Jesteśmy od niego uzależnieni, jednak i to nas nie przytłacza. Powietrze. Jest to piękna rzecz. Rzecz, którą trudno poczuć. Czujemy zjawisko jakie nazywamy wiatrem, lecz nie powietrze. Jedynie pod mikroskopem możemy zobaczyć atomy tlenu, węgla i tym podobne. Czyż to samo w sobie nie jest piękne i zachwycające? Tak często oddychamy, nie zdając sobie z tego sprawy. Tak często oddychamy, nie mając pojęcia, że bez tej czynności nie istnielibyśmy. Czy to samo w sobie nie jest powodem do życia? Jesteśmy uzależnieni od tysiąca przyziemnych spraw. Miłość – piękne słowo, lecz czy każdy je pojmuje? Mówią – bez niej/niego nie mogę żyć! Czy to jest miłość? Ludzie, to tylko uzależnienie! Uzależniamy się od tysiąca rzeczy, psychicznie, kiedy tak naprawdę potrafimy bez tego normalnie funkcjonować – to jedynie zależy od naszego myślenia. Jednak kiedy jesteśmy naprawdę(fizycznie) od czegoś uzależnieni, jak od powietrza nawet o tym nie myślimy. Ilu z nas miało kiedyś czarne myśli o zaprzestaniu oddychania? Tak po prostu, tak nagle, bez chorób, bez niczego. Idziesz, siedzisz, stoisz i przestajesz oddychać. Nikt? A to jest dopiero rzecz, której powinniśmy się bać, a nie utrata osoby, czy rzeczy(tu też pieniędzy). Widzisz jak jesteś mało świadomy swojego życia? Widzisz sprawy nieważne. Otrząśnij się i zacznij żyć. Ciesz się z tego, że jeszcze (przynajmniej w tej minucie) oddychasz.

Opublikowano Przemyślenia | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Wolność

Wolność, czym jest to słowo w oczach zwykłego człowieka? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Każdy ma swoja własną definicję na każde słowo.
Dla mnie jest to stan w którym nie boję się zawyć jak wilk do księżyca, w którym mógłbym biec nago gdzie tylko nogi poniosą, w którym nie lękam się niczego co kocham.

Pragnę uciec. Duszę się. Duszę się w tym świecie hałasu, żądzy i nienawiści. Pragnę poczuć wiatr całym sobą. Pragnę poczuć każdą krople deszczu, każdy promień słońca, każdą nutę pieśni natury. Pragnę ekstazy, miłości, piękna.
Porwij mnie w nieznane.

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Nie umieraj

Nie umieraj
Alan Waleszczyński

Kochana, przerwij tą piękną, głuchą ciszę
Nie mów spojrzeniami swymi czego pragniesz
One już mym słabym sercem nie kołyszą
W tę noc, w mych objęciach na pewno zmarzniesz

Kochana, pójdziemy tam, gdzie życie się kończy
Będziemy snuć piękne plany na wczoraj
Wyjątkowo zimna krew się we mnie dzisiaj tłoczy
Och nie, wielka miłości, proszę,  nie umieraj

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Piekło

Piekło
Alan Waleszczyński

Tylko w piekle jest pięknie, tylko w piekle…
Gdzie już nie gryzie po nocach sumienie
W te najczulsze miejsca zawzięcie
Tylko w piekle jest pięknie, bezpiecznie

Tutaj każdy z nas jest zły, tutaj każdy z nas….
Nie powstrzymuje się od wielkich grzechów
Marnuje swój cenny czas na ważne bzdety
Nie stroni od rozkoszy i głośnych jęków

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Wieczny uciekinier

Wieczny uciekinier 
Alan Waleszczyński

Staję się zwyczajny
Już nie działasz na mnie
Przestaję być twórczy
Staję się nienormalnie
Normalny
Nic tylko uwiązać kamień przy szyi 
I skoczyć
W otchłań niebieskiej cieczy 
Z łódki rybaka
Czy jest coś gorszego
Niż stracenie tej inności?
Tej wyobraźni
Która dzień za dniem 
Spać nie dawała?
Staję się nieszczęśliwe
Szczęśliwy
Zrozumiałem już Twoje słowa
I tak, lubię się męczyć
Bo sztuka rodzi się w cierpieniu
Ale czy to nie kolejna wymówka
By uciec właśnie od tego szczęścia?
Co się ze mną dzieje?

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Przeklęta nadzieja

 

Przeklęta nadzieja
Alan Waleszczyński

I czy pamiętasz jeszcze mnie
Małego, zagubionego chłopca
Śledzącego wzrokiem
Każde Twoje drgnienie
Przez lustro przejdź
Do przyszłości równoległego świata
I powiedz, czy źle Ci jest
Nie wierzę, że nigdy nie byliśmy
Że nigdy nie będziemy
Dzielić się codziennością
Choćby w innym wymiarze
Choćby nie w tym czasie
Lecz przeklinam się za tę niewiarę
I wiarę, że kiedyś, gdzieś…
Te bańki mydlane już dawno pękły
A ja nadal jak głupiec wierze w nie

Opublikowano wiersze | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Fascynacja materializacją

Fascynacja materializacją 
Alan Waleszczyński

Spójrz w lustro
To Twoje wyobrażenie
To wyobrażenie powłoki
Okalającej Ciebie
Fizyczność sama w sobie
Fascynująca jest
I dziwna
Więc i Ty
Jesteś fascynujący
Jesteś dziwny
Człowieku
Piękny jesteś

 

Opublikowano wiersze | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Słowa są niewystarczalne

Słowa są niewystarczalne
Alan Waleszczyński

Przeraźliwy krzyk
Tego, co we mnie
Sztuka trwania
Chaos
Przeraźliwy krzyk
Tego co niezrozumiałe
Tego co nieopisane
Czuje każdy atom tlenu
W środku mnie siedzi to,
Czego pojąć nie potrafię
Czy miałem kiedykolwiek
Jakikolwiek sens?

Opublikowano wiersze | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Z przekonaniem

Śmieszny byłem. Naprawdę śmieszny. W tych różowych okularach, pilnując by jakaś cieniutka nić nadziei utkana moim wyimaginowanym spojrzeniem na tę sytuację nie zerwała się. Od kilku dni poniżam się sam siebie za to, co czułem. Spokojnie, widzę co pisze i widzę jakie to jest na pozór niedojrzałe. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. To, co czułem, było nieopisanie dziecinne i to właśnie z tej swojej niedojrzałości teraz wybucham salwą śmiechu. Jak mogłem. Jak mogłem oczekiwać czegokolwiek. Jak ja mogę.
Wykrzycz mi mocą stu decybeli, że jesteś szczęśliwa w tym, w czym tkwisz teraz, tak bym uwierzył. Myślę, że to jest klucz do rozwiązania tej sytuacji. Twoje szczęście jest najważniejsze i to rzecz, której pragnę ponad własne siły, ponad własne szczęście, ponad życie. Więc proszę, wykrzycz, nie ciszej, nie głośniej i aby tylko z przekonaniem.

Opublikowano prozy, Przemyślenia | Skomentuj

Kiedy zamilknąć.

„Trzeba wiedzieć, kiedy zamilknąć i nie powiedzieć zbyt dużo. Oczywiście nie zostać milczkiem i nie odzywać się w ogóle. Trzeba wiedzieć kiedy coś powiedzieć, a kiedy nie. To się czuję sercem. Serce i głowa to dwa oddzielne światy. To czuje się sercem.” -mój sąsiad

Opublikowano prozy, Przemyślenia | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Porzucić wegetację

Porzucić wegetacje 
Alan Waleszczyński

Deszcz, deszcz
Pada sobie
Nie, leje
Bieg
W nieznane
Brak codziennej
przyziemności
Brak myśli
Sama dzikość
prawdziwej wolności
Marzenia spełniać
Już czas
Niech w tyle
Zostanie
Cały ten świat

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Chaos miłości

Chaos miłości
Alan Waleszczyński

Cały czas Cię kocham
Cały czas pożądam
Choćbym dużo dał
By przestać
I jeszcze więcej
Byś Ty zaczęła
Tak jak ja
Marzyć o Tobie
Każdej nocy, każdego dnia
Nawet już nie ma sensu
Dla mnie pisanie
Nic w moim życiu
Nie zmienia się
Cały czas ten sam burdel
Kurwa
Mój własny nieporządek  

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Nadal nie potrafię się pogodzić

Nadal nie potrafię się pogodzić
Alan Waleszczyński

Znów przestałem wierzyć
W rzeczywistość
Znów zacząłem błądzić
Gdzieś pomiędzy Tobą, a mną
Nie wierzę w prawdę
Wierzę w marzenia
Które w końcu mnie do grobu
Zaniosą na skrzydłach
Bezlitosnej nadziei
Jesteś wszystkim, kochana
A ja niczym  

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Zachwiana świadomość chęci bytu

Zachwiana świadomość chęci bytu
Alan Waleszczyński

Nieokreślone pragnienie
Śmierci
Kochaj mnie
Umieram
Błagam
Umieram
Kochaj
Umieram
Pocałuj
Umieram
Odrzuć raz kolejny
Potem zabij
Obojętne co
Tylko to zrób
Nie potrafię
Żyć bez Ciebie
Mimo, że serce
Wciąż bije
Kochaj
Bądź zabij

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Zapaść się w nicość planuję

Zapaść się w nicość planuję
Alan Waleszczyński

 

W zasadzie to jestem draniem
Nie jestem wart nikogo
Myśli samobójcze
Nie chcę by
Moje nastroje
Wirowały po nieokreślonej
Nie zasługuję na ludzi
Pomieszane uczucia
W związku ze wszystkim
Raz mi zależy
Innym razem nie
Nie chcę, by to wyglądało
Na perfidnie
Zaplanowaną
Zabawę uczuciami
Już nawet o pomoc wołać
Nie mam odwagi
Nie mam siły
Wstyd mi żyć

 

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Wczorajsze pożądanie

Wczorajsze pożądanie
Alan Waleszczyński

Chcę pieprzyć tylko ją
Właśnie ją
Mocno
Chcę pójść do klubu
Gdzie ona
Chcę się upić
Chcę być niepoważny
Pragnę jej
Pragnę
Pragnę ją
Kochać

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Wyrok

Wyrok
Alan Waleszczyński

Ból przeszywa mnie
Z góry na dół
Z lewa do prawej
Zaklęcie zostało rzucone
Obezwładnij mnie
Jeszcze bardziej
Uduś
Nie potrafię już
Bronić się
Przed Tobą
Z moich myśli
Nie potrafię
Bronić się
Przed sobą
Skazuje się
Ulegam
Zatracam się
W cierpieniu

Opublikowano wiersze | Skomentuj

W sidłach uczucia

W sidłach uczucia
Alan Waleszczyński

To…
To nie jest prawda
Nie może
Nigdy nie żyłem, nie będę
Jeśli jednak nią jest
Nie mogę uwierzyć, że
Pozostaniesz już tylko
Aniołem mym
Którego ni dotknąć, ni posłuchać
Tylko w snach zobaczyć
Dane mi
W moim sercu 
W mojej głowie
Ty, Ty, Ty
Uwolnij mnie

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Brak nadziei, a kochanie.

Czuję się obnażony z marzeń. Pękła nić. Nić nadziei, która doprowadziła mnie bardzo daleko. Jakże gruba i solidna musiała ona być, jeśli powędrowałem aż do dziś. Gdy teraz patrzę na to wszystko to widzę jaki głupi byłem, widzę jak niewyraźnie wszystko widziałem poprzez mgłę uczuć i emocji. Nie, nie przestałem kochać, ponieważ kocham nadal z taką samą siłą. Jednak ta nadzieja. Nadzieja odeszła. Co nie znaczy, że nie cierpię, cierpię bardziej. Tak po prostu zostałem pozbawiony marzeń. Jestem zagubiony gdzieś wśród własnych ja, własnych myśli, własnych odczuć i nie wiem, naprawdę nie wiem co myśleć o tym, co myślałem niegdyś. To wszystko jest tak… skomplikowane? Czemu ciągle w mojej głowie rozbrzmiewa jej głos „Mi to się wydaje, że ty się lubisz tak męczyć.”? Może to prawda? Cały czas się nad tym zastanawiam, ale jednak moje uczucie jest prawdziwe. Moje beznadziejne uczucie, które do niczego już w tej chwili mnie nie prowadzi. Nie potrafię okiełznać swoich marzeń, pragnień. Tak… diametralnie zmienił się mój świat, gdy rozkładałem nić i drugi raz, gdy ona pękła. Ja chyba nie potrafię sobie z tym poradzić. I wiem, że moim największym błędem w zostaniu spokojnym, unormowanym emocjonalnie człowiekiem jest to, że ja pragnę ją kochać i nie zamierzam przestać. Kocham to, że kocham jakkolwiek można to interpretować.
-Alan Waleszczyński

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Perfidnie

Idę ulicą po bardzo denerwującym dniu. Zaciągam się dymem papierosowym i zaczynam słyszeć sygnał karetki pogotowia. Cóż, lekarze śpieszą na ratunek tym, co są w nagłych wypadkach, tym, u których widać to, że są chorzy, a ja… ja zabijam się powoli i jest to akceptowane przez znaczną większość społeczeństwa. Jakie to paradoksalne i jednocześnie straszne, że ludzie pomagają tylko wtedy kiedy problem widać jak na dłoni. Można chodzić z depresją całe życie i nikt się nie zorientuje, aż pewnego dnia wejdą do kuchni i ujrzą wisielca. Nikt mi nie wmówi, że ten, co odbiera sobie życie, nie daje jakichkolwiek znaków. Daje ich pełno. Ludzie są ślepi. Perfidnie i wyrafinowanie ślepi.
-Alan Waleszczyński 

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Samotność z miłością

Samotność z miłością.
Alan Waleszczyński

I w końcu
Zostanę sam
Na sam
Ze swoją miłością
Ale wolę to
Niż gdybym
Miał wiele osobników
Do rozmów
A nikogo nie kochał.

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Myśl co chcesz

Myśl co chcesz
Alan Waleszczyński

Unieważniasz spotkanie
A może unieważnimy
Wszystkie rozmowy
Wszystkie plany?
Unieważnimy przyjaźń?

Proszę bardzo
Ja już nie mam zamiaru
O nic walczyć
Za dużo nawalczyłem
Się o jedną osobę

Teraz straciłem
Chęci na walczenie
O cokolwiek
Ona była jedyną osobą,
Od której się uzależniłem

Więcej takowych nie będzie.
Ponieważ ma to za wysokie
Konsekwencje.
Emocjonalne konsekwencje.
Nazwij to obojętnością.

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Pewny przegranej

Pewny przegranej
Alan Waleszczyński

Stoję zagubiony
Wśród własnych pragnień
Których nienawidzę
Natręctwa, Natręctwa
Boli mnie, nie wiem co
Czemu myślę dziś tak zachłannie?
Proszę, złap mnie za rękę
Zostań na noc, a rano…
Rano napij się ze mną kawy
Uduś w nikotynowym dymie.
Nie, nie rób tego
Drżący motyl ten, który
Lata wewnątrz mnie
On umiera, umiera
Myśli niespokojne
Lecz poukładane
Bo czy coś jeszcze
Może mnie zaskoczyć?

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Mroczny mrok

Mroczny mrok
Alan Waleszczyński

Kiedy idziesz gdzieś
Między ciemnością
A ciemnością
I widzisz rękę
Zgniłą rękę
Na swych ustach
Sprawiającą
Że nie możesz krzyczeć
Wołać o pomoc
I obracasz się
A nikogo tam nie widzisz
I domyślasz się
Że to Twoja ręka
To jest już źle
Straciłeś swój czas
Śmiertelniku

Opublikowano wiersze | 1 komentarz

Sny

Czasami zastanawiam się dlaczego sny wydają się być takie realne, chociażby były najbardziej absurdalnymi snami jakie mogą być. Do puki się nie obudzimy, to wierzymy w nie. Boimy się naprawdę, cieszymy się naprawdę, pragniemy też naprawdę. I chociażby nie wiem jak sen był piękny, to zawsze jest on zły. To też nie rozumiem określenia „zły sen” który ma określać koszmar. Każdy sen jest zły. Niektóre są przerażające, niektóre przenoszą nas tylko w świat fantazji, marzeń, zostawiają w nas nadzieje na spełnienie się, jednak każdy sen jest zły. To wizualizacja tego, co nie może wyjść nam z głowy, co nas dręczy każdego dnia coraz bardziej, co zaciska nam umysł potężnymi dłońmi i nie pozwala normalnie myśleć. To wyolbrzymia się aż w końcu będziemy cali przesiąknięci właśnie tą jedną rzeczą. Będzie śnić nam się codziennie, a każdy kolejny sen będzie sprawiał, że będziemy żyć coraz bardziej podporządkowując się temu jednemu pragnieniu, nie mogąc zdobyć tego o co zabiegamy. Więc kto mi teraz powie, że sny są dobre? Wprowadzają nas w krainę strachu, jakże realną. Wprowadzają nas do piekła. Wprowadzają nas do nieba. A rano… Rano to wszystko znika, a my cały dzień żyjemy tym snem. Męczymy się rozszyfrowując go od samego początku aż do przebudzenia.
-Alan Waleszczyński

Opublikowano Przemyślenia | 1 komentarz

Super ksieżyc

Super księżyc
Alan Waleszczński

Piękna noc dzisiaj jest.
Nie dzięki alkoholowi
Nie dzięki nikotynie
Czy kofeinie.
Nie.
Magiczny księżyc
Po prostu wisi na niebie
W towarzystwie gwiazd.
Trochę przytył
Ale tylko na tę jedną noc.
Dlatego jest ona taka piękna.
Wyjątkowa.
Aż chciałoby się wyjść
I czas oszukać
Tak by trwać w tej nocy
Wiecznie.  

Opublikowano wiersze | Skomentuj

Pudełko życia

Pudełko życia
Alan Waleszczyński 

Porównajmy życie
Do pudełka zapałek.
Jesteśmy szczęśliwi,
Zapałka płonie,
Ale w końcu gaśnie.
Ciekawe jak szybko
Sięgniemy po następną?
Niektóre zapałki owszem,
Są grubsze, dłużej palą się.
Mimo wszystko w końcu
Pudełko ląduje w koszu.
Puste pudełko.
Tak jak my w trumnie.

Opublikowano wiersze | Skomentuj